paź
26

Przepraszam, czy ma Pan może ładowarkę do samochodu?

Takim pytaniem możemy zostać zaskoczeni w Polsce już pod koniec 2011 roku. Firma Arkus & Romet Group rozpocznie wtedy produkcję miejskiego, elektrycznego auta o nazwie Romet 4E. Dlaczego 4 x E? Jak tłumaczy producent, rozszyfrowanie nazwy jest proste: electric, ecologic, economic i easy.

Ta motoryzacyjna ciekawostka rodem z poddębickiego Podgrodzia ma szansę stać się ciekawą alternatywą zwłaszcza dla kierowców wielkich metropolii, którzy np. mają notoryczny problem z parkowaniem. Jak prezentuje się prototyp Rometa 4E? Zerknijmy:

motoryzacyjna ciekawostka - Romet 4e

Cóż, trzeba przyznać, że projekt ten jest z jednej strony odważny w swojej oszczędności, z drugiej zaś zapewne nie o wysublimowany design tutaj chodzi. Mówiąc wprost: to nie będzie samochód „dodający lansu” (chyba, że jesteśmy eko-lanserami).
A co z jego parametrami i ceną? Koszt tego pojazdu szacowany jest na około 28 tysięcy złotych, prędkość maksymalna ma wynosić 45 km/h, zasięg na jednym ładowaniu to około 100 km, a masa samochodu to zaledwie 349 kg. Ciekawe, prawda?

Doceniając innowacyjność i przedsiębiorczość rodzimych konstruktorów należy na koniec zadać jednak pytanie: jak imperatyw ekologiczności Rometa 4E ma się do struktury polskiego sektora energetycznego, w którym 93% energii elektrycznej, potrzebnej przecież do ładowania auta, wydobywane jest z węgla (wysoka emisja dwutlenku węgla, itd. itp.)? Przydałoby się zatem nieco więcej informacji na ten właśnie temat. Skoro ma być eko, to na całego. Ale może niepotrzebnie się czepiam…
By the way – rzućcie okiem na brytyjski projekt elektrycznego samochodu z 1967 roku. Podobny? Niepodobny? Pozostawiam to Waszej ocenie.

|