gru
7

Internetowa rewolucja dzięki social media

Co łączy piłkarski klub FC Barcelona, bohaterów kreskówki Simpsonowie, Coca-Colę, Lady Gagę, MTV, Harry’ego Pottera, Baracka Obamę i Nike? Na pierwszy rzut oka niewiele. Pod koniec 2010 roku odpowiedź na to pytanie nie jest jednak już tak zaskakująca, jak byłaby jeszcze kilka lat temu – łączy ich wielomilionowe grono fanów na Facebooku i innych platformach społecznościowych. Naciągane?

Niekoniecznie. Zastanówmy się przez chwilę nad tym faktem i spójrzmy na liczby, a zrozumiemy, że dzięki social media mamy do czynienia z prawdziwą komunikacyjną rewolucją. Oto kilka statystyk (stan na 7 grudnia b.r.):

  • Fanpage FC Barcelony tworzy ponad 7,7 miliona osób. Na Twitterze kataloński klub śledzi niemal 98 tys. ludzi, a na YouTube ogląda prawie 48 tys.

  • Starbucks Coffee ma 1,15 miliona obserwujących na największym mikroblogu świata oraz 18,7 miliona fanów na FB

  • Baracka Obamę „Lubi” ponad 17 milionów osób, na Twitterze śledzi go ponad 6 milionów

  • Z rodzimego podwórka: WOŚP ma więcej niż 174 tys. fanów na Facebooku, raper O.S.T.R. ma ich prawie 130 tys., a portal Demotywaroty.pl aż 480 tys.

Globalne marki, celebryci, ale także „zwykli” użytkownicy sieci zyskali nie tylko ciekawe narzędzie komunikacyjne, ale przede wszystkim z odbiorców mediów stali się ich twórcami. Abstrahując od alarmistycznych prognoz mówiących o ograniczeniu prywatności w Internecie i zgubnego (zwłaszcza wśród młodych) zjawisku „wired in” (wkręcenie, wessanie przez sieć) możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z epokowymi zmianami.

Przyjrzyjmy się np. takiemu sformułowaniu jak „opiniotwórczość”. Dzięki rzeszom fanów naszego produktu na Facebooku natychmiast wiemy, jaka będzie społeczna nań reakcja. Za informacje, które chcemy przekazać tysiącom użytkowników nie musimy praktycznie płacić – wystarczy wejść w polifoniczny dialog z internautami. Nowe media zmieniły tu wiele; przede wszystkim zasięg. Jeszcze kilka lat temu, zwłaszcza w USA, mówiło się o rosnącej, opiniotwórczej roli blogerów. Racja, ale blogi te czytało kilka, może kilkadziesiąt tysięcy osób. Profile sieciowych celebrytów na Twitterze czy Facebooku, co pokazuje kilka powyższych przykładów, odwiedza i aktywnie komentuje miliony ludzi. Można by rzec: „Internauto, chcesz być wpływowy i opiniotwórczy? Sparodiuj wymowę popularnego programu Top Model, załóż fanpage, nazwij go TapMadl i dziesiątki tysięcy ludzi na FB dołączy do Ciebie!”.

W samym USA użytkowników Facebooka jest 127 milionów (41% populacji). Największe strony zrzeszające fanów danego produktu/osoby/przedsięwzięcia stały się mediami samymi w sobie. Filmy na YouTube często miewają większą oglądalność niż najpotężniejsze telewizje, wpisy na FB czytane są przez publiczność wielokrotnie przewyższającą nakłady New York Times’a czy People. Możemy być już pewni, że masowa komunikacja zmierza w stronę ogromnej, globalnej społeczności umiejscowionej w sieci Web 2.0. Generuje nowy język, wpływa na decyzje konsumentów, zmienia politykę i masową kulturę. Technologia w służbie wolności? Brak cenzury i pełna swoboda wypowiedzi? A może coraz bardziej jaskrawa inwigilacja i zalew nieprzydatnych nikomu informacji? Jedno jest pewne: mamy do czynienia z wielką, internetową rewolucją, a sami obracamy się w gęstej chmurze tagów.

Na koniec proponuję obejrzeć krótką prezentacją, pozwalającą uzmysłowić sobie czym w istocie są social media:

Post scriptum. Powyższe rozważania są rzecz jasna zupełnie bezużyteczne w przypadku krajów i społeczeństw, w których dostęp do Internetu jest mocno ograniczony czy wręcz niemożliwy. Internetowi liderzy, których opisana w tej notce rewolucja dotyczy najbardziej, przedstawiają się zaś następująco:

Dostęp do Internetu na świecie

Twitter po rosyjsku
By the way – w portalu Gazeta.pl właśnie ukazał się tekst o tym, że prezydent Rosji kończąc wizytę w Polsce błyskawicznie podsumował ją na Twitterze…





|