lut
7

Mini-słownik slangu koszykarskiego dla fanów Marcina Gortata

Dla polskiego kibica jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich tygodni był transfer naszego jedynego zawodnika w NBA, Marcina Gortata, z Orlando Magic do Phoenix Suns. Z pewnością nawet Ci, którzy nie interesują się koszykówką wiedzą, że gra za oceanem jest spełnieniem marzeń każdego zawodnika. Tym większe zainteresowanie mediów i fanów sportu wzbudzają perypetie naszego rodzynka w najlepszej lidze świata, a ja postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję i zaproponować „mini-słownik czasów Gortatomanii”.

Po krótkim okresie aklimatyzacji Gortat radzi sobie w nowym zespole coraz lepiej, znakomicie współpracując z jednym z najlepszych rozgrywających w NBA, Stevem Nashem. Przyczyną dobrej postawy rodowitego łodzianina jest przede wszystkim większa liczba minut na parkiecie, przez co może on pokazać się zarówno w ataku (ostatnio pobił swój punktowy rekord kariery – 25), jak i w obronie. Z punktu widzenia kibica można już powoli powiedzieć, zwłaszcza czytając entuzjastyczne doniesienia medialne z Polski i z USA, o kiełkującej modzie na kibicowanie polakowi w NBA.

Abstrahując od sportowo-dziennikarskich aspektów tego zjawiska – bo tu ekspertów jest przecież co niemiara – przygotowany tu mini-słownik ma za zadanie ułatwić towarzyskie (zapewne w zdecydowanej większości męskie) pogawędki o Gortacie i NBA. Jest on przeznaczony zwłaszcza dla tych z Was, którzy niekoniecznie orientują się w niuansach koszykówki i nie wiedzą np. kim jest Dwayne Wade, jak robi się pivot (vel piwot), dlaczego Rajon Rondo nie nosi już opaski na głowie czy nie znają zwycięzcy konkursu wsadów z 1996 roku. Abyśmy zatem – w klubie, u znajomych, w pracy czy w szkole – nie zostali zaskoczeni przez nieznaną nam terminologię sportową, nauczmy się kilku przydatnych zwrotów (zróbmy to dla Marcina „Polish Hammera” Gortata!):

Pick and roll – jedna z najpopularniejszych, klasycznych koszykarskich akcji w ataku. Zazwyczaj rozgrywana w tandemie niski-wysoki. Ten drugi (np. Gortat) stawia więc zasłonę niższemu (blokując jego obrońcę), po czym sam odwraca się jak najszybciej w stronę kosza. Każdy kto interesuje się basketem zrozumie, że to spore uproszczenie i moja definicja nie jest pełna, ale summa summarum w praktyce wygląda to łatwo i przyjemnie, a często kończy się np. tak efektownie:

Buzzer beater – czyli celny rzut równo z syreną kończącą kwartę lub połowę (ewentualnie cały mecz, ale tu mówi się częściej o tzw. game winner). Co istotne, syrena końcowa rozbrzmiewać może nawet w momencie lotu piłki; ważne żeby opuściła ona ręce rzucającego. Trzymając się przykładu naszego rodaka w NBA zaprezentujmy niedawny buzzer beater w wykonaniu Marcina:

Double-double – najprościej wyjaśnić to pojęcie następująco: jeśli Marcin Gortat zdobył w danym meczu np. 20 punktów i miał 13 zbiórek (lub asyst, bloków bądź przechwytów), oznacza to, że zaliczył double-double, czyli podwójny wynik cyfrowy w dwóch statystykach. Gracze regularnie notujący takie występy to łakomy kąsek dla każdego klubu,

Triple-double – zasada jest tu analogiczna, ale dwucyfrowy wynik musi paść w trzech statystykach (najczęściej to kombinacja punkty + zbiórki + asysty). Rzecz jasna to osiągnięcie o wiele rzadsze, ale tacy zawodnicy jak LeBron James czy Kobe Bryant zdobywają triple-double dosyć regularnie,

Slam dunk – w języku polskim przyjęło się określać zagranie tego typu mianem „wsadu”; z angielska brzmi to więc nieco korzystniej… To niezwykle efektowne zagranie znów najlepiej zilustrować materiałem filmowym z Gortatem w roli głównej (tu jeszcze w barwach Orlando Magic):

Coast-to-coast – dosłownie „od brzegu do brzegu”. W slangu amerykańskich komentatorów koszykówki oznacza to przedrylowanie z piłką całego boiska (bez podawania nikomu) i zdobycie punktów. Podręcznikowy przykład tego typu zagrania zaprezentuje Lamar Odom z Los Angeles Lakers:

Podobnych, często slangowych zwrotów, jest oczywiście o wiele, wiele więcej. Jeśli przygoda Marcina Gortata z NBA rozwijać się będzie nadal tak dobrze, za kilka miesięcy jego pick and rolle w barwach Phoenix wejdą zapewne do kibicowskiego języka na stałe niczym swego czasu lądowanie telemarkiem w wykonaniu naszego „Orła z Wisły”. Nie mam nic przeciwko, aby tak właśnie się stało.

|