lut
9

Mlaśnięcia językiem, czyli jak tłumaczyć języki, które wymierają

Interesują Cię „egzotyczne” języki takie jak na przykład arabski, chiński, japoński, turecki, tagalog czy afrikaans? A co powiesz na język N I uu, język  bo albo inne, których na co dzień nikt nie tłumaczy?

Czy trzeba ocalić je od zapomnienia i ochronić przed wyginięciem? Nie chcemy w tej sprawie zajmować stanowiska, gdyż opinie specjalistów są sprzeczne. Z pewnością warto jednak przeczytać artykuł ze styczniowego wydania Świata Nauki, który przedstawia nowe metody, jakie stosuje się do zapisu i utrwalenia wymierających języków. Zapraszamy do lektury.

Świat Nauki, polska edycja Scientific American, styczeń 2011, nr 1 (233), Wyd. Prószyński i Media, s. 13

Mlaśnięcia językiem
Autor: Lisa Song

Lingwiści znaleźli nowe zastosowanie dla ultrasonografii – za jej pomocą rozszyfrowują ginące języki!

Amanda Miller siedzi naprzeciw starej kobiety w Upongton w Republice Południowej Afryki, z ręką na podłużnej, cylindrycznej sondzie, którą trzyma pod jej brodą. „Mów” – prosi Miller kobietę w jej ojczystym języku N I uu. Wraz z potokiem słów na ekranie ultrasonografu pojawia się obraz poruszającego się języka. Lingwiści wykorzystują do badania zagrożonych języków tę samą technologię, która służy do obrazowania płodu.

Dla kogoś, kto jak Amanda Miller zajmuje się fonetyką, czyli nauką o artykulacji, odbieraniu i organizowaniu dźwięków w różnych językach, ważne jest śledzenie ruchu języka. Miller gościnnie wykłada w Ohio State University i należy do grona około 40 językoznawców na świecie korzystających w swojej pracy z ultrasonografów. Ta przenośna aparatura, dostępna dla lingwistów od 2000 roku, pozwala im obserwować poruszający się język w czasie rzeczywistym.

Ultrasonografy są jedynymi medycznymi urządzeniami obrazującymi, które nadążają za mową; inne techniki, na przykład jądrowy rezonans magnetyczny, okazują się zbyt wolne.

Zanim językoznawcy zaczęli stosować ultrasonografię, polegali na promieniach Roentgena i przylepianych do języka elektronicznych sondach. Te pierwsze narażały badanych na szkodliwe działanie promieniowania, a sond nie zawsze dawało się użyć. „Można sobie wyobrazić nerwową reakcję mieszkańców wioski, którym mówię, że chcę im tylko suszarką wysuszyć język i coś do nich poprzyklejać” – mówi Diana Archangeli, profesor lingwistyki w University of Arizona, która wykorzystuje ultrasonografię od 2004 roku.

Dzięki tej nowej technice, Miller i jej współpracownicy udokumentowali jedne z najszybszych dźwięków ludzkiej mowy, czyli spółgłoski mlaszczące występujące w wielu rzadkich narzeczach afrykańskich. Ponieważ badacze nie wiedzieli dokładnie, jak te głoski powstają, w międzynarodowym alfabecie fonetycznych, czyli ujednoliconym systemami opisującym dźwięki wszystkich języków świata, umieszczano je w kategorii „dźwięków mieszanych”. Językoznawcy używają tego alfabetu do badania związków między różnymi dźwiękami, przez co odkrywają pochodzenie ludów i języków.

Amanda Miller przebadała spółgłoski mlaszczące ponad 40 rodzajów i sklasyfikowała je według strumienia powietrza oraz miejsca i sposobu artykulacji (wyniki tych prac opublikowano w 2009 roku). Pozwoliło to na poprawne umiejscowienie głosek mlaszczących w ramach międzynarodowego alfabetu fonetycznego. Miller twierdzi, że „gdy stworzy się podział głosek na klasy i podklasy, widoczne stają się podobieństwa do innych dźwięków, na przykład angielskich”. Zarówno „t”, jak i „k” mają pewne cechy spółgłosek mlaszczących.

Ultradźwięki są wykorzystywane również przez innych językoznawców w nauczaniu języków obcych i w uczeniu mowy osoby głuchonieme. Ale Amanda Miller nadal będzie zajmować się ginącymi językami i podejmować próby włączenia kolejnych dźwięków do międzynarodowego alfabetu fonetycznego.

A jak w praktyce wyglądają badania Amandy Miller? Popatrzcie:

http://www.usnews.com/science/articles/2009/07/17/classifying-clicks

|