lut
14

Językowe wyjaśnienie zagadki Bunga, bunga

W ostatnich tygodniach opinię publiczną zelektryzowała sprawa „bunga, bunga”. Zajmują się nią poważne tytuły prasowe, telewizje, tabloidy, portale plotkarskie, dyskutują o tym Włosi, Europejczycy, Amerykanie, a sam Silvio Berlusconi zarzeka się, że to jeden wielki globalny spisek i próba kompromitacji jego szacownej osoby (a poza tym gdzież mu np. do cesarza Kaliguli). Cała historia jest oczywiście ciekawa, ale nas zainteresowało w niej coś zupełnie innego. Odmieniając bowiem „bunga, bunga” przez wszystkie przypadki, warto zastanowić się, co tak naprawdę to tajemnicze sformułowanie oznacza.

Zacznijmy od pisowni. Mamy tu bowiem do czynienia z wielką niechlujnością i brakiem standardów, co nie służy poważnej, akademickiej debacie. Jedni piszą „bunga, bunga”, inni „bunga-bunga”, jeszcze inni… nie stosują żadnego znaku przestankowego, za to używają wielkich liter. Przedkładam postulat, żeby – w imię dobrych obyczajów – ujednolicić wreszcie tę pisownię i podać jasną wykładnię (na potrzeby tej notki przyjmę, póki co, pisownię z przecinkiem).

Sprawą ważniejszą jest jednak etymologia tego słynnego już wyrażenia, które powoli wkracza do naszej potocznej mowy, oraz jego definicja. Nie jest to łatwe, gdyż nieoceniona wyszukiwarka Google serwuje nam „jedynie” ok. 46 milionów wyników dla tej frazy. Zawężając jednak pole poszukiwań okazuje się, że „bunga, bunga” pochodzi z Afryki, a „dobrze poinformowane źródła” podają, iż znaczenie tego hasła jest następujące: „Bunga, bunga” to określenie związane z afrykańskimi władcami, którzy urządzają sobie zabawy z półnagimi kobietami”. Cóż, nic dodać, nic ująć. Ale czy to aby na pewno ostatecznie wyczerpuje temat? Nie do końca. Kolejne „dobrze poinformowane źródła” podają przeto, że w języku indonezyjskim „bunga” oznacza kwiaty.

Hmm… Postanowiłem „zapętlić” sprawę i skoro wszystko zaczyna się od Google, na nim musi się skończyć. Zrobię zatem test, którego nigdy nie stosujemy w codziennej pracy profesjonalnego biura tłumaczeń i użyję maszynowego translatora Google Tłumacz. „Wklepujemy” więc w Google Tłumacz „bunga”, wybieramy kombinację język indonezyjski  język polski i otrzymujemy (poproszę o werble)… odsetki!


Może to po prostu jakaś pomyłka, a może sugestia, że za kwiaty należą się odsetki? Oto trzeba już pewnie zapytać Berlusconiego. Idźmy jednak o krok dalej i sprawdźmy, jak elektroniczny tłumacz radzi sobie nie z pojedynczym, ale z podwójnym bunga:

Przyznacie, że robi się coraz ciekawiej. Nie jestem ani logikiem ani filozofem ale moim zdaniem na tej podstawie da się wykazać, że premier Włoch uprawiając „bunga, bunga” dokładał wszelkich starań, aby stan gospodarki w słonecznej Italii był coraz lepszy(wziąwszy sobie do serca słynne hasło stosowane np. przez Billa Clintona: „Gospodarka, głupcze!”).

Na koniec warto zaznaczyć, że oliwy do ognia dolewa jeszcze niejaka Sabina Began, niemiecka aktorka i przyjaciółka Berlusconiego, twierdząc, że „bunga, bunga” to po prostu jej ksywka. Ten postulat brzmi jednak niewiarygodnie, bo przecież powyżej wykazaliśmy, że największym zmartwieniem „boskiego Silvio” są stopy procentowe. A w to, że Sabina Began jest stopą procentową, po prostu nie chce się wierzyć. Arrivederci!

|