mar
8

Istna Wieża Babel!

Oto trzecia odsłona Wyspy klucz Małgorzaty Szejnert. Dlaczego stacja dla imigrantów na wyspie Ellis była jak Wieża Babel? Mekka wszelkich ras, kultur i języków?

Zgodnie z Encyclopedia of Ellis Island Barry’ego Moreno, tylko w latach 1899 – 1931 do Stanów Zjednoczonych napłynęło ponad 3,3 mln południowych Włochów, 1,6 mln Niemców, 1,5 mln Polaków, 1,3 mln Anglików, 1 mln Skandynawów, tyle samo Irlandczyków, 700 tys. Meksykanów oraz 620 tys. północnych Włochów, nie wspominając o innych nacjach, które nie były aż tak liczne.  I jak tutaj ogarnąć napierający tłum emigrantów? Doktor Safford, patrząc na podróżnych, odczuwał potrzebę nadania tej magmie jakiegoś porządku, chodziło mu jednak nie o porządek administracyjny, lecz przyrodzony. Tłum jest zbiorowiskiem wszelakich ras. Jakich?

„Victor Safford niezupełnie wie, dlaczego potrafi ich wszystkich rozpoznać, jest przecież lekarzem, nie jasnowidzem. Podejrzewa że dzieje się to podświadomie na podstawie pewnych wyraźnych odrębności, które przejawia każda żywa istota znajdująca się w ruchu. I dodaje: Osłabienie i koordynacja mięśni odzwierciedlają duszę.

Rozważania Victora Safford mogą się wydawać się zbyt mgliste, ale doktor rzeczywiście pracuje nad listą ras, a raczej nad jej udoskonaleniem, bo pojęcie rasy wobec imigrantów stosuje się już od 1899 roku, co nie wynika z zamiarów ideologicznych, lecz praktycznych potrzeb administracji. Widać to dobrze na przykładzie Włochów. Przybywają masowo ze Zjednoczonego Królestwa Włoch i wszyscy są katolikami, ale trzeba ich podzielić na dwie rasy – Włochów północnych i południowych. To według pracowników imigracyjnych dwa narody, niepodobne do siebie – różnią się językiem, temperamentem, wyglądem, ubiorem, ci z południa nie umieją czytać i pisać, korzystać z umywalni i noszą łachmany. Północni to ludzie z Piemontu, Lombardii, Veneto, Emilii i z terenów przylegających do Francji, Austrii, Szwajcarii. Południowi to ludzie z Sycylii i z Sardynii. Także genueńczycy. A co ze środkiem? W spisach ras go nie ma.

Jest za to rasa afrykańska (czarni), wyspiarska z Pacyfiku (w tym z Hawajów), portugalska (w tym Brazylijczycy), walijska, szkocka, polska, Rusińska (w tym Ukraińcy), rumuńska, rosyjska, hiszpańska (w tym Katalończycy), ormiańska, zachodnioindyjska (w tym Kubańczycy), holenderska, flamandzka, i jeszcze kilkadziesiąt. A na końcu tej długiej listy ulokowano kategorię Inni ludzie i wtłoczono do niej grupy, które na razie nie przepływają jeszcze masowo – jak Arabowie (muzułmanie), Albańczycy (jeśli ich nie uznano za Greków lub za Turków), Gruzini, Cyganie (Roma), Persowie i tak dalej. Z tego wyszczególnienia wynika, że podgrupa Inni ludzie ma charakter praktyczny tak jak cały spis ras i nie należy doszukiwać się w tej nazwie żadnych podtekstów.”

A jak inni pracownicy Ellis Island rozróżniają przybyszy?

„Bagażowy Peter Mac w okrągłej służbowej czapce, w białej koszuli i spodniach na szelkach (posada jest dobra i Peterowi zarysował się brzuszek) kieruje ruchem dobytku przywiezionego z różnych stron świata. Niektóre rzeczy, które obserwuje, są oczywiste, a inne ciągłe go dziwią. Przyzwyczaił się na przykład do tego, że każda nacja inaczej obwiązuje sznurami swoje toboły – i wie, które pętle i supły zrobiono w bliskiej jego sercu Irlandii (skąd ma żonę), które w Szwecji, które we Włoszech, a które w Szwajcarii.

Bagaże Duńczyków, Szwedów i Norwegów są upchane najbardziej. Według Petera ci ludzie biorą ze sobą więcej niż ktokolwiek inny: materace, piernaty, łóżka, szuflady, krzesła kuchenne, i choćby się im tłumaczyło, że zapłacą krocie za ich transport do miejsca przeznaczenia, nie chcą się z tym rozstać, jak z życiem. Walizki Anglików i Francuzów są w lepszym stanie niż inne i zdecydowanie najbardziej nowoczesne. Grecy i Arabowie mają toboły wielkie jak góry, zbierają pięćset lub sześćset funtów rozmaitych rzeczy, ugniatają je razem i zwijają dywany i chusty. Taką sztukę musi czasem nieść sześciu mężczyzn.

Peter, który stoi na straży waliz i tobołów i twierdzi, ze wbrew rachunkowi prawdopodobieństwa, że nigdy nic nie zagubił, dziwi się zachowaniu Polaków. Wprawdzie w dokumentach podróżnych są oni zapisani jako Rosjanie, Austriacy lub Niemcy, ale po tylu latach w Castle Garden Peter Mac rozróżnia brzmienia różnych języków. Otóż ludzie, którzy mówią po polsku, nie lubią zdawać bagaży na przechowanie i taszczą je wszędzie ze sobą. Największą wagę przywiązują do pierzyn. Niosą je nieraz na głowie albo na ramieniu i podtrzymują jedną ręką, podczas gdy drugą ciągną kufer z uczepionymi do niego dziećmi.”

Jak w tym tłumie się nie zgubić? A jak odnaleźć kogoś, na kogo się czeka? Kogoś, do kogo wysyłało się listy i zaproszenie?

Jest to chyba najtrudniejszym zadaniem bo wśród wszechogarniającej wrzawy ciężko dosłyszeć poprawne brzmienia nazwisk.

„Gdybyśmy [na przykład] mieli szukać Franciszki Jagielskiej z całą starannością, powinniśmy wprowadzić do [współcześnie funkcjonującej] wyszukiwarki następujące wersje (program przedstawia ich listę automatycznie): jagielska, jagielski, jagielsky, jagietska, gagielska, jagialsky, jagielzski, jakielski, jakielsky, jaqielski, jagierska, jagelska, jagielka, jagiolsky, jogielski, jakiolski i jeszcze raz tyle, razem trzydzieści dwie formy […].

Trudno się dziwić przerabianiu nazwisk i ich upraszczaniu, najpierw na statkach, a potem na wyspie. Najsłynniejsze należały do przybyszy z Bałkanów. Brzmiały Andrjuljawierjus i Koutsoghianopoulos i zachowały się w anegdocie. Potraktowano je jako zabytek pod szczególną ochroną.”

Przyznajcie sami, zaintrygowałam Was? Masowa emigracja do Stanów Zjednoczonych i związane z nią ściśle dzieje Ellis Island wiążą ze sobą wiele fascynujących wątków. Reportaż Małgorzaty Szejnert możliwie najprościej przedstawia je czytelnikowi. Miłej lektury!


Źródło:
Szejnert M., Wyspa klucz, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, s. 26-27, 50, 58, 283.

|