mar
17

Włoskie małżeństwo z rozsądku świętuje rocznicę

17 marca 2011 to w słonecznej Italii oficjalne święto – mija bowiem 150 lat od Risorgimento (wł. „odnowienie”), czyli zjednoczenie państwa włoskiego. Z podręczników historii wiemy, że był to na Półwyspie Apenińskim okres niezwykle burzliwy, obfitujący w zbrojne konflikty, polityczne wolty i intrygi. Czy jednak dziś Włochy są krajem etnicznie i kulturowo harmonijnym? Wielu z nas wydaje się, że tak – postrzegamy przecież mieszkańców tego kraju jako serdecznych, zadowolonych z życia ludzi, którzy delektują się znakomitą kuchnią, uwielbiają piłkę nożną i pasjami uczestniczą w loteriach. Sami Włosi mają jednak na ten temat nieco odmienne zdanie…

W „Polityce” 11/2011 przeczytać możemy niezwykle interesujący artykuł Piotra Kowalczuka, którego tytuł mówi sam za siebie: „Odmienni na jednej ziemi”. Teza postawiona na początku tekstu („Państwo włoskie przypomina nigdy nieskonsumowane małżeństwo, w dodatku zawarte pod przymusem. Oto smutna refleksja na 150-lecie zjednoczenia”) znajduje potwierdzenie w przytaczanych przez autora argumentach. Spójrzmy np. na gospodarkę – każdy z nas wie zapewne, że Italię podzielić można na bogatą, przemysłową północ i ubogie, rolnicze południe. Modny i schludny Mediolan, brudny i zaniedbany Neapol. Alpejskie kurorty i fabryki samochodów kontra mafijne legendy i wioski bez prądu. Czy to tylko stereotypy, czy też mają one potwierdzenie w rzeczywistości? Otóż według Kowalczuka (i wielu innych publicystów) są, niestety, w dużej mierze prawdziwe.

Ciekawy jest w tym wszystkim aspekt językowy. Włosi z północy i z południa używają bowiem wobec siebie (nie zważając na opinię mówiącą, iż język włoski jest jednym z najpiękniejszych na świecie) pogardliwych, stygmatyzujących określeń. Zacytujmy „Politykę”: „Na północy o tych z południa mówią terroni (od terra – ziemia), czyli prymitywni, ciemni i chciwi chłopi. Jednak od 2005 r. decyzją Sądu Kasacyjnego określenie to uznaje się za rasistowskie, a każdy, kto go użyje, musi liczyć się z karą nawet tysiąca euro. Natomiast ter roni tych z północy nazywają (bezkarnie) polentoni. Dosłownie chodzi o konsumentów popularnego na północy placka kukurydzianego (polenta), uchodzącego na południu za przejaw wyjątkowej barbarii kulinarnej, ale w rzeczywistości – jak tłumaczy słownik języka włoskiego – chodzi o „chamów, którzy żywią się byle czym, nie wiedzą co to elegancja, dobry gust i wyrafinowanie”. Poza tym terrone to urodzony nierób i oszust, a polentone to prymitywny groszorób i niewrażliwy na piękno dęty buc”.

Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/38/Unification_of_Italy_1815-1870.jpg

I cóż teraz począć? Podziały regionalne występują w każdym niemal państwie, jednak analiza współczesnych Włoch wskazuje, że Italia podzielona jest do tego stopnia, że poziom społecznych emocji związanych z tym faktem zamiast maleć, stale wzrasta. Z okazji rocznicy oficjalnego zjednoczenia pozostaje więc chyba Włochom życzyć, aby – idąc za przykładem RFN i NRD – podziały systematycznie i skutecznie znikały.

|