maj
10

Językowy Polaków portret własny

Natknąłem się kilka dni temu na wywiad prof. Michaelem Fleischerem, wykładowcą w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Rozmowy tej, zatytułowanej „Polacy nie gęsi, swój język k… mają”, nie sposób w jednym z ostatnich wydań tygodnika „Wprost” nie zauważyć. Tym bardziej, że zarówno dziennikarka, jak i profesor już na samym początku dają jasno do zrozumienia (poprzez nagromadzenie k… ch… p… i j… – niewykropkowanych rzecz jasna) o czym w wywiadzie będzie mowa. Prof. Fleischer jest bowiem jednym z autorów „Słownika polszczyzny rzeczywistej”, w którym naukowcy z Wrocławia i Łodzi udowadniają, że aby skutecznie komunikować się w naszym ojczystym języku wystarczą cztery wulgaryzmy (i ich liczne odmiany i modyfikacje).

Nie wierzycie? Mnie też było ciężko, ale po dłuższym zastanowieniu i pobieżnej analizie języka zasłyszanego w różnych miejscach i sytuacjach skłaniam się ku przyznaniu profesorowi Fleischerowi racji. Argument? Proszę bardzo (za „Wprost” 19/2011): „[…]  nazwaliśmy słownik słownikiem „polszczyzny rzeczywistej”, a nie „wulgaryzmów”. To aktualny język, który ma tę zaletę, że jest prosty w użyciu. Słowo na „k” ma ok. 70 funkcji i 40-50 znaczeń. Jest takim dżokerem, można je wykorzystywać w różnych kontekstach. Może oznaczać „a niech to”, „a ponadto”, „mój ty Boże”, „niestety”, „w rzeczy samej”, „żona”. Ludziom prosto ustrukturyzowanym wystarczą cztery słowa i trochę składni. To nowy język, a nie wulgaryzmy, i stąd jego rozprzestrzenienie”. Można oczywiście prowadzić akademickie dysputy i lamentować nad faktem, iż język polski (czy tylko polski? niekoniecznie…) staje się coraz bardziej prymitywny i wulgarny – pytanie tylko: po co? Moim skromnym zdaniem niemal żadna siła nie jest w stanie odmienić tej masowej tendencji. Być może, w bardzo ograniczonym zakresie, udawać się to może szkole, ale siła mediów, nowoczesnych narzędzi komunikacji i językowej degrengolady młodzieży (i nie tylko) jest, niestety, nie do zatrzymania.

Warto więc zapoznać się ze „Słownikiem polszczyzny rzeczywistej” i spróbować lepiej zrozumieć, smutne skądinąd, komunikacyjne tendencje w kraju nad Wisłą. Spodziewać się bowiem możemy, że dopóki w polityce, mass mediach, na forach internetowych i w szkole postępować będzie brutalizacja codziennej mowy, dopóty – co anegdotycznie przytacza w wywiadzie prof. Fleischer – znakiem rozpoznawczym pozwalającym stwierdzić w jakim znajdujemy się kraju, będzie nagromadzenie słowa na k…

O idei „Słownika…” przeczytać można na stronie Uniwersytetu Wrocławskiego pod linkiem: http://www.uni.wroc.pl/publikacje/polszczyzna-w-czterech-s%C5%82owach

Ps. Dla poprawy samopoczucia (że oto nie tylko nasi rodacy klną na potęgę) sięgnąłem na półkę po wydaną przez „Berlitz” książeczkę pt. „Hiszpański bez cenzury”. To również lektura mrożąca krew w żyłach…

|