wrz
29

Międzynarodowy Dzień Tłumacza

30 września po raz dwudziesty obchodzić będziemy Międzynarodowy Dzień Tłumacza  – święto tych, bez których niemożliwa byłaby lektura niezliczonych książek i artykułów obcojęzycznych autorów. To właśnie tłumacze, może za wyjątkiem etnologów i antropologów, najlepiej dostrzegają różnice i podobieństwa między językami, kulturami, tradycjami. Najczęściej jednak pozostają w cieniu autorów tekstów oryginalnych. Mało kto przecież zdaje sobie sprawę jak ciężką pracę wykonują próbując oddać styl i charakter wypowiedzi oryginalnie stworzonej w innym języku.
Dzień Tłumacza ustanowiony został w 1991 roku przez Międzynarodową Federację Tłumaczy (FIT). Data 30 września nie została wybrana przypadkowo  – tego dnia przypada bowiem rocznica śmierci św. Hieronima, uznawanego za patrona tłumaczy.
To zresztą interesująca historia, bowiem Św. Hieronim zasłużył na to zaszczytne miano, kiedy na przełomie IV i V wieku n.e. przełożył Stary i Nowy Testament z greckiego i hebrajskiego na łacinę. Przekład ten nosi nazwę „Wulgata” (od łacińskich słów „textus vulgatus” – teksty pospolite, dostępne dla wszystkich)  i po dziś dzień uznawany jest  za oficjalny. Św. Hieronim nie bez powodu zyskał szacunek jako tłumacz. Do swojej pracy podchodził bowiem z wyjątkowym zaangażowaniem (dziś nazwalibyśmy to po prostu profesjonalizmem…).

Źródła historyczne podają, że prace nad przekładem Biblii zajęły „protoplaście tłumaczy” blisko 24 lata, z czego kilkanaście poświęcił on na same studia nad językiem hebrajskim i greckim, czytanie manuskryptów, wyszukiwanie oraz porównywanie informacji pochodzących z wielu źródeł. Jego dorobek obejmuje również komentarze do ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Jest autorem tekstów historycznych, komentarzy, listów, homilii i interpretacji tekstów biblijnych.

Oczywiście dziś tłumaczenia nie dotyczą już tylko religii czy poezji. Tłumaczy się niemalże wszystko, od literatury pięknej po teksty zawierające specjalistyczne słownictwo branżowe. Pomimo faktu, że każdy tłumacz ma swoją określoną dziedzinę w której się specjalizuje, w codziennej pracy wszechstronnego i doświadczonego tłumacza przeplatają się teksty prawnicze, medyczne, techniczne, przekłady książek, tłumaczenia patentów, analiz finansowych czy też przepisów kulinarnych. Dodatkowo, dochodzą jeszcze – często mocno stresujące – tłumaczenia ustne, a wśród nich spotkania i konferencje na różnym szczeblu: od małych spotkań biznesowych, po konferencje międzynarodowe z udziałem oficjeli z całego świata.

Wracając jednak do słynnych stalowych nerwów tłumaczy – mówi się, że  zawód tłumacza to jedno z bardziej stresujących zajęć. Wymaga niesamowitej koncentracji, ciągłego przyswajania nowych informacji i umiejętności pracy pod presją czasu. Nie będzie przesadą jeśli powiemy, że często to właśnie na ich barkach spoczywa odpowiedzialność za politykę światową i milionowe kontrakty, a każdy błąd może drogo kosztować.
Praca tłumacza ma jednak, w zgodnej chyba opinii „ludzi z branży”, przewagę  pozytywnych aspektów. Częste wyjazdy krajowe i zagraniczne, konferencje i spotkania dające możliwość nawiązania kontaktów, które w innych okolicznościach nie miałyby często szansy zaistnieć. A do tego wszystkiego jeszcze satysfakcja, że jest się niezastąpionym, bo  tak naprawdę od tłumacza i jego przekładu zależy to, czy delegat kraju A zrozumie dobrze wypowiedź delegata kraju B. Nikogo nie trzeba przekonywać, że słowo użyte w nieodpowiednim kontekście, zmienia diametralnie charakter wypowiedzi, a przy większości spotkań jest to zwyczajnie niedopuszczalne.

Praca tłumacza nie należy więc do łatwych, ale za to daje ogromną satysfakcję. Pomimo ciągłego wzrostu liczby absolwentów „filologii wszelakich”, zapotrzebowanie na tłumaczy będzie nadal rosło. No, chyba, że w końcu zaczniemy posługiwać się jednym, globalnym językiem…

Źródła: http://www.textum.pl/tlumaczenia/portal_tlumaczy/informacje/zawod_tlumacza/artykuly/tlumacze_nie_placza.html
http://annabutrym.pl/turmix/4062/
http://www.csx.pl/baza_wiedzy/hieronim.1.php

|