sty
16

Dylematy związane z gwarą

Skasować czy odbić bilet? Na dwór czy na pole? Skibka, kromka, a może sznytka? Czekać na kogoś czy za kimś?

To, co wybierzmy, wskaże naszemu rozmówcy część Polski, z której pochodzimy. Nie trzeba nawet mówić ze specyficznym akcentem. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że używane przez nas słowa i zwroty mogą być niezrozumiałe dla mieszkańców innych regionów naszego kraju, dopóki nie pojawią się problemy w komunikacji i wzajemnym zrozumieniu. Zazwyczaj szybko jednak udaje się dojść do porozumienia i przy okazji wzbogacić swój zasób słownictwa.

Różnice gwarowe czy też po prostu regionalne w danym państwie mogą jednak stanowić spory problem w pracy tłumacza. W każdym języku, w nawet najbardziej jednolitych językowo i narodowo krajach, znajdą się słowa oraz całe zwroty charakterystyczne tylko i wyłącznie dla jakiegoś obszaru danego państwa. Czasami występują one tylko w tym jednym regionie, a w pozostałych nie, a czasami są powszechnie używane na terenie całego kraju, ale w różnych znaczeniach. Mogą mieć z nimi problem tubylcy, a co dopiero pochodzący z innych krajów i zazwyczaj nierezydujący na miejscu tłumacze. Jedna kwestia to znajomość gwary, druga – przetłumaczenie jej tak, by oddać i sens tekstu, i językową specyfikę. To nie lada wyzwanie dla tłumacza, jako że gwara z definicji jest nieprzetłumaczalna, tłumacz musi się więc nieźle natrudzić, by odbiorca tekstu przetłumaczonego choć częściowo mógł dostrzec specyfikę oryginału.

Oczywiście w tłumaczeniu specjalistycznym gwara nigdy się nie pojawi, ale już w tekście literackim czy chociażby w filmie jest to bardzo możliwe. Co pokazuje, że praca tłumacza to nie tylko nieustanne podnoszenie swoich kwalifikacji językowych, ale i ciągłe poszerzanie wiedzy o kraju bądź krajach danego obszaru językowego. Tyczy się to zresztą nie tylko gwary; każdy język ewoluuje, pojawiają się nowe słowa, inne wychodzą z użytku, stare słowa zyskują nowe znaczenie…

Swoją drogą ciekawe, jak w języku angielskim lub niemieckim brzmiałaby poniższa opowieść w gwarze poznańskiej:

„Łostatnio mamuchna jak nie rozedrze kalafy!
– Zocha! Zocha! Właśnie ciocia-babcia się zapowiedziała z wizytą za czy godziny. Oblekaj się i leć w te pendy do składu po chabasy, bo ciotka na słodkie nie leci, ino kichy uznaje.
– Mamuchna, nie kce mi się – łodpowiadom.
– Pędź ruk cuk – pada mamuchna – przeciek na piechote masz do chabaja kilometr, a bimbom to nawet pół kilometra nie będzie, no leć. Kup ździebko leberki, kaszoka, knobloszka, czynaście flasterków szynki i jeszczek ździebko karmónady i kamsztyku.
Nie buło gadania, nie. Pojechałam bimbom. Idę do pierwszego chabaja a tam kłódka na dźwiach i świstek wisi: „skład nieczynny z powodu, że zamknięty”. No to leze do drugiego a tam – łoczom nie wierze – stoi napisane: „skład wraz z personelem przeniesieny czysta metrów dalej…”

Ciąg dalszy tekstu można przeczytać na stronie: http://www.edukacja.edux.pl/p-10003-tekst-gwara-poznanska-iii-nagroda-na.php

|