lut
22

Najtrudniejsze tłumaczenie świata

Już 29 lutego czeka nas wielkie literackie wydarzenie – polska premiera jednej z najbardziej tajemniczych książek wszechczasów: „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a. I, choć poprzednie zdanie może wybrzmiewać „tanim poszukiwaniem sensacji”, nie ma w nim cienia przesady. Oto bowiem wybitny tłumacz, Krzysztof Bartnicki, podjął się zadania, które uchodziło dotąd za niemożliwe do wykonania…

Wystarczy powiedzieć, że to niepokojące, eksperymentalne dzieło irlandzkiego pisarza wydane zostało w 1939 roku! Do tej pory na świecie pojawiły się jego przekłady jedynie na język francuski, włoski, niemiecki, holenderski, hiszpański, portugalski, japoński i koreański. „Finneganów tren”, bo pod takim tytułem książka (celowo unikam tu słowa powieść) zostanie wydana w Polsce, już wzbudza ogromne zainteresowanie i, przede wszystkim, absolutny podziw dla tłumacza. Dlaczego? Kto odważny, niech przeczyta początek, który udostępniła korporacja ha!art, krakowski wydawca dzieła. Fragment znajdziecie pod adresem: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3187-finneganow-tren.html
Jakkolwiek infantylnie to nie zabrzmi – może się zakręcić w głowie, prawda? Joyce pracował nad tym utworem siedemnaście lat (w międzyczasie kilka razy tracąc czasowo wzrok). Krzysztofowi Bartnickiemu tłumaczenie zajęło ponad dziesięć lat. Właściwie zastanawiam się czy w tym wypadku użycie słowa „tłumaczenie” jest na miejscu: Bartnicki stał się bowiem współtwórcą tego wszechświata. Wszechświata liczącego, zarówno w oryginale jak i w każdym z przekładów, dokładnie 628 stron… Warto dodać, że również i samo wydanie polskiej wersji „Finnegans Wake” będzie wyjątkowe, stanowiąc niemal idealne odwzorowanie oryginału:

Nie wiem, co dokładnie wydarzy się w rodzimym świecie literackim po 29 lutego. Zapewne pojawią się kolejne próby interpretacji, a media przypomną postać Joyce’a. Na nowo rozgorzeje dyskusja o tym, czy twórczość irlandzkiego pisarza była geniuszem w czystej postaci (jak twierdzi wiele autorytetów, np. Umberto Eco), czy też ocierała się o szaleństwo. Pewnym można być jednego: Panu Krzysztofowi Bartnickiemu należą się najwyższe słowa uznania. Większego wyzwania dla tłumacza po prostu już nie ma.

Post scriptum: w zrozumieniu czym jest ów opisywany powyżej fenomen, wielce pomocny będzie znakomity tekst Leszka Bugajskiego, opublikowany w „Newsweeku”. Można go przeczytać tu: http://ksiazki.newsweek.pl/potwor-jamesa-joycea,87777,1,1.html

|