sie
9

Kłopotliwe anglicyzmy

To naturalne, że do polszczyzny „wchodzą” rozmaite zapożyczenia z innych języków. A jednak czasem niektóre obce wyrazy w języku polskim brzmią po prostu dziwnie, a ktoś kto ich używa wypada wcale nie światowo, a… śmiesznie.

„Zapożyczanie” wyrazów to naturalny proces zachodzący w praktycznie każdym języku – trudno jednak stwierdzić jednoznacznie, czy rzeczywiście wzbogacający język, czy też go zubażający. Jak tłumaczą językoznawcy, przez zapożyczenia z użycia wychodzą polskie odpowiedniki pojedynczych wyrazów.

Obecnie na fali popularności języka angielskiego w polszczyźnie możemy zaobserwować prawdziwy wysyp anglicyzmów. Czy jednak te wyrazy dobrze pasują do języka polskiego? Często w ustach Polaków brzmią po prostu komicznie. Oto przykłady pojedynczych zapożyczonych słów i wyrażeń:


– być trendy – jakby nie można było być po polsku modnym,
– zjeść brunch – zamiast drugiego śniadania,
– fighter – to człowiek, który imponuje wytrwałością,
– mieć „fun” – czyli po prostu dobrze się bawić,
– dressing – dawniejszy „sos sałatkowy”,
– dinner – to w Anglii obfity, główny posiłek, zwykle jedzony późnym popołudniem,
– event – stanowi dziś zamiennik słowa: „wydarzenie”,
– look – czyli wygląd. Zamiast pytania: „jak ci się podobam”, pyta się „jak podoba ci się mój look”,
– shopping – które powoli wypiera polskie „iść na zakupy”.

Cóż, przykłady można mnożyć. Faktem jest, że te słowa brzmią jeszcze dość nienaturalnie na gruncie polskim. Być może się przyjmą i staną się tak powszechne jak inne zapożyczone anglicyzmy (na przykład: „ok”). Warto jednak zastanowić się, czy bycie „trendy” (na przykład, gdy używa się obcych słów) nie oznacza czasami bycia „funny”.

|