paź
17

Nauka na przekładach

Niedawno do księgarń trafiła nowa książka wybitnego angielskiego prozaika Allana Hollinghursta. Obce dziecko – saga rodzinna pokazująca przemiany społeczne XX wieku – to książka, z którą warto się zapoznać, również – paradoksalnie – ze względu na przekład.

Allan Hollinghurst należy do najwybitniejszych angielskich prozaików. Polski czytelnik może go kojarzyć przede wszystkim z nagrodzonej prestiżowym Bookerem i przeniesionej na ekran powieści Linia piękna. W swojej twórczości Hollinghurst podejmuje temat przemian społeczeństwa angielskiego. Nie inaczej jest w książce Obce dziecko, która niedawno ukazała się w polskich księgarniach.

Obce dziecko to quasi-saga rodzinna. Historia zaczyna się tuż przez I wojną światową, kiedy do Dwóch Akrów – posiadłości Sawle’ów, przedstawicieli angielskiej klasy średniej – przyjeżdża młody poeta Cecil Valance. Fascynujący chłopak przebywa w Dwóch Akrach jedynie kilka dni, ale Sawle’owie już o nim nie zapomną. Przez lata na swój sposób pielęgnują pamięć o wspaniałym, poległym w wojennej zawierusze twórcy. Tylko ile w tym wszystkim prawdy, a ile legendy, która otoczyła tę postać w kolejnych epokach? 

Obce dziecko
to nie tyle biografia jednego bohatera, co ukazanie tworzenia życiorysu czy legendy. Przy tym wszystkim Hollinghurst bardzo dokładnie opisuje przemiany społeczne zachodzące w Anglii na przestrzeni lat. Na uwagę zasługuje misterna konstrukcja powieści, ciekawe łączenie wątków, świetny styl, ale również kiepski przekład.

Jak zauważa Jacek Dehnel, jeden z najwybitniejszych polskich prozaików, ale również wybitny
tłumacz (przełożył m.in. wiersze łotewskiego poety Kārlisa Vērdiņša, wydane w Polsce w zbiorze zatytułowanym Niosłem ci kanapeczkę), polski przekład Obcego dziecka roi się od błędów translatorskich, nawet tych podstawowych (przetłumaczenie grubby jako gruby, a nie brudny). Wśród najważniejszych wymienia między innymi mechaniczne przeniesienie słów angielskich (płytę można komuś puścić, ale nie zagrać – a słowo play obejmuje oba te znaczenia), co prowadzi do koszmarnych „kwiatków” językowych (rot znaczy: zepsucie, ale również: bzdura. Zatem ktoś przemawiający przy stole mówi mnóstwo zbędnych bzdur, a nie – jak w tłumaczeniu książki – mówi dużo o niepotrzebnym rozkładzie. Dehnel zarzuca ponadto tłumaczce błędy czysto rzeczowe. Jedna z bohaterek Obcego dziecka zaczyna pisanie listu od litery „d” i waha się czy rozwinąć to w darling, dear czy dearest. W wersji polskiej, zaczynając od tej samej litery, zastanawia się, czy dalej napisać kochanie, drogi czy najdroższy (sic!). Cóż, niewątpliwie warto sięgnąć po tę książkę – choćby dla przysłowiowego nauczenia się na błędach tłumaczki.

W agencji tłumaczeniowej Lingua Lab dobrze wiemy, jak ważny dla książki jest jej przekład. Nasi starannie wyselekcjonowani tłumacze stanowią doświadczony zespół i nie pozwalają sobie na tego typu błędy. U nas każde zlecenie trafia wyłącznie w ręce najlepszych!

Źródło tekstu:
http://wyborcza.pl/1,75475,12633873,_Obce_dziecko__Hollinghursta__potega__zlego__przekladu.html

Źródło grafiki:
http://www.muza.com.pl/?module=okladki&id=42311

|