kwi
30

Rola kapitału ekonomicznego i symbolicznego w tłumaczeniach

Tłumacze literatury są niewątpliwie poważani – zawód tego rodzaju jest uważany za atrakcyjny, a same przekłady stanowią istotny element produkcji wydawniczej. A jednak warunki, w jakich przychodzi pracować tłumaczom często pozostają niesatysfakcjonujące. Przyczyny takiego stanu rzeczy analizuje w swoim artykule Markus Eberharter.


Dlaczego tłumacze książek – mimo całego prestiżu związanego z wykonywanym zajęciem – są zmuszeni do pracy pod presją czasu, nie mają wpływu na ostateczną redakcję tekstu, często pozostają anonimowi w publikacjach, które ukazują się w ich tłumaczeniu, a wreszcie otrzymują niskie wynagrodzenie finansowe? Aby poznać odpowiedź, warto skorzystać z wprowadzonych przez Pierre’a Bourdieu pojęć pola i kapitału (po które ostatnio coraz częściej sięga także przekładoznawstwo). Znakomity francuski socjolog zakłada, że wszystkie podmioty w obrębie tego samego obszaru (agenci) wchodzą ze sobą w relację, tworząc swoistą strukturę społeczną (pole). Każdy z agentów podlega wewnętrznym uwarunkowaniom danego pola – jego pozycja zależy od kapitału, jakim dysponuje (poprzez działania kapitał można akumulować). Publikacja tłumaczenia jest związana nie tylko ze wzrostem kapitału ekonomicznego (wynagrodzenie), ale również społecznego (znajomości z autorem, wydawcą) i symbolicznego (prestiż). Tłumacze stanowią część pola literackiego danego kraju – i choć dysponują wysokim kapitałem kulturowym (np. znajomość języków obcych), to nie przekłada się to na kapitał ekonomiczny.

Kapitałem ekonomicznym w obiegu literackim dysponują wydawnictwa. To one decydują o doborze i tworzeniu przekładów, o nadaniu
praw do publikacji tłumaczenia i wreszcie – narzucają warunki (terminy, umowy, wynagrodzenie). Tymczasem tłumacze często pozostają stratni w obliczu polityki wydawniczej – wzrost ich niedużego wynagrodzenia przekładałby się na podwyższenie cen książek, co ograniczyłoby sprzedaż. To właśnie dlatego większość tłumaczy literatury nie jest w stanie utrzymać się ze swojej pracy, stąd musi przyjmować inne zlecenia. Z kolei nadmiar pracy wpływa na jakość przekładów, co odbija się na prestiżu tłumaczeń (a tym samym akumulacja kapitału symbolicznego jest znacznie utrudniona). 

Kapitał symboliczny można uzyskać, gdy nadają go inni agenci. Politycy chętnie mówią o roli przekładów w budowaniu porozumienia między narodami. W wielu państwach tłumacz traktowany jest jak twórca, a wykonany przekład uznaje się za owoc indywidualnej działalności twórczej. Jednak nie wszyscy mają taki stosunek do przekładów – na rynku
niemieckim toczy się dyskusja między autorami, tłumaczami, krytykami i wydawcami, w ramach której poddaje się w wątpliwość możliwość czerpania symbolicznego kapitału przez tłumaczy określanych często mianem „rzemieślników” pracujących na gotowym tekście (równocześnie twórczość autorów książek uznaje się za oryginalną). Trudno rozstrzygnąć spór dotyczący tworzenia i wtórności, ale warto zaznaczyć, że nie jest obojętne, kto dany tekst tłumaczy (i tłumacz – jako jednostka kreatywna – może być również widoczny w samym charakterze przekładu). 

Mówi się, że wielu wybitnych tłumaczy literackich pogodziło się z obecnym stanem rzeczy (na przykład twierdząc, że tłumaczenie literatury samo w sobie jest nobilitujące i nie powinno się go wykonywać przede wszystkim dla zysku). Jednak wielu z nich poprzestając na przekładach literackich, nie jest w stanie uzyskać odpowiedniego statusu materialnego – konieczne są dodatkowe źródła dochodów czy stypendia. Być może tę sytuację da się zmienić poprzez różnorakie inicjatywy (nagrody, konkursy, obchody Międzynarodowego Dnia Tłumacza czy wywiady z tłumaczami), które przybliżają opinii publicznej zagadnienia związane z przekładem oraz dodają tłumaczom prestiżu (czyli kapitału symbolicznego). Jednak to dopiero pokaże przyszłość.  

Źródło tekstu i grafiki:
http://www.goethe.de/ins/pl/lp/kul/dup/lit/uwe/pl10625056.htm
|